lektory on-line

Krzyżacy - Strona 167

- Było - rzekła Jagienka - ale chłopaki na dwór wynieśli do smarowania łuków - i psi do
szczętu zjedli... Bodajże to!
- Nic nie ostało?
- Do czysta wylizane!
- Ha! to nie ma innej rady, jeno trza będzie w boru poszukać.
- Uczyńcie obławę, bo niedźwiedzi nie brak, a jeśli myśliwskiego sprzętu chcecie, to damy.
- Gdzie mi tam czekać! Pójdę na noc pod barcie.
- Weźcie z pięciu naroczników. Są między nimi chłopy sprawne.
- Nie będę kupą chodził, bo jeszcze mi zwierza spłoszą.
- To jakże? Z kuszą pójdziecie?
- A co bym z kuszą w boru po ciemku zrobił? Miesiąc teraz przecie nie świeci. Wezmę widły
z zadziorami, topór dobry i pój dę jutro sam.
Jagienka umilkła na chwilę, po czym w twarzy jej odbił się niepokój.
- Poszedł od nas łońskiego roku - rzekła - myśliwiec Bezduch i niedźwiedź go rozdarł.
Zawsze to jest nieprzezpieczna rzecz, bo on jak samego człowieka w nocy uwidzi, a tym
bardziej przy barciach, to zaraz na zadnie łapy staje.
- Źeby uciekał, toby się go nie dostało - odrzekł Zbyszko. Tymczasem Zych, który się był
zdrzemnął, zbudził się nagle i począł śpiewać:
A ty, Kuba, od roboty, A ja, Maciek, od ochoty! Idźże rano z sochą w pole! A ja z Kasią w
żytko wolę. Hoc! hoc!
Po czym do Zbyszka:
- Wiesz? jest ich dwóch: Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa... a ty...
Lecz Jagienka, bojąc się, żeby Zych nie powiedział czegoś nadto, zbliżyła się szybko do
Zbyszka i jęła wypytywać:
- I kiedy pójdziesz? jutro?
- Jutro, po zachodzie słońca.
- A do których barci?
- Do naszych, do bogdańskich, niedaleko od waszych kopców, wedle Radzikowego błota.
Powiadali mi, że tam o misia łatwo.
Rozdział XII
Zbyszko wybrał się, jak zapowiedział, gdyż Maćko czuł się coraz gorzej. Z początku
podtrzymywała go radość i pierwsze domowe zajęcia, lecz trzeciego dnia wróciła mu
gorączka i ból w boku ozwał mu się z taką siłą, iż musiał się położyć. Zbyszko poszedł
naprzód w dzień, obejrzał barci, zobaczył, że jest blisko ogromny ślad na błocie - i
rozmówił się z bartnikiem Wawrkiem, który nocami sypiał w pobliżu w szałasie, razem z
parą srogich podhalskich kundli, ale właśnie miał się już wynieść do wsi z powodu chłodów
jesiennych.
Obaj rozrzucili szałas, zabrali psy, tu i ówdzie rozsmarowali trochę miodu po pniach, by
zapach znęcił zwierza, za czym Zbyszko wrócił do domu i począł się gotować na wyprawę.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional