lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 161

na to?!... Nie rzeknieszże mi dobrego słowa?
I począł patrzeć na nią pilnie, i ręce składać, jakby się do niej modlił:
- Mogęż ja wierzyć? - odrzekła dziewczyna.
- Możesz, jak mi Bóg miły, powinnaś! - odparł Kmicic. - Patrzaj, że w to uwierzyli i
ksiażę hetman, i pan Wołodyjowski. Toć wszystkie postępki moje im znane, a uwierzyli...
Widzisz!:.. Czemu byś to ty jedna miała mi nie ufać?
- Bom łzy ludzkie widziała z powodu waćpana wylewane... Bom groby widziała, jeszcze trawą
nie porosłe...
- To i porosną, a one łzy sam obetrę.
- Naprzód to waćpan uczyń.
- Daj mi jeno nadzieję, że jak uczynię, to i ciebie odzyszczę... Dobrze ci mówić:
?Naprzód to uczyń..." A nuż ja uczynię, a ty za innego przez ten czas pójdziesz? Boże
ratuj! Boże uchowaj od takiej rzeczy, bo chybabym oszalał. Na imię boskie błagam cię,
Oleńka, dajże mi pewność, że cię nie utracę, zanim z tamtą waszą szlachtą do zgody
przyjdę. Pamiętasz? samaś mi to napisała, a ja on list chowam i jak mi bardzo na duszy
ciężko, to go sobie odczytuję. Niczego więcej nie chcę, tylko mi jeszcze powtórz, że
czekać będziesz, że za innego nie pójdziesz!...
- Waćpan wiesz, że mi wedle testamentu uczynić tego nie wolno. Jeno do klasztoru mogę się
schronić.
- O, to byś mnie uczęstowała! Przez Bóg żywy, daj sobie pokój z klasztorem, bo mnie
mrowie na samą myśl przechodzi. Dajże pokój, Oleńka, a nie, to ci tu przy wszystkich do
nóg padnę i będę błagał, abyś tego nie czyniła. Pana Wołodyjowskiego odmówiłaś, wiem, bo
sam mi o tym powiadał. On to mnie zachęcał, abym cię dobrymi uczynkami zdobył... Ale na
co by się to zdało, gdybyś miała do zakonu wstępować? powiesz mi, że cnotę dla cnoty
trzeba praktykować... a ja ci odpowiem, że miłuję cię jak desperat i nie chcę o niczym
więcej wiedzieć. Kiedyś wyjechała z Wodoktów, ledwiem z łoża powstał, jużem cię szukać
zaczął. Stawiałem chorągiew na nogi, każdą chwilę miałem zajętą, nie miałem czasu strawy
zjeść, nocy przespać, a przeciem szukania nie zaniechał. Tak już przyszło na mnie, że mi
bez ciebie ani życia, ani spokoju! Tak się już uczepiło! Nic, tylko wzdychaniami żyłem.
Dowiedziałem się wreszcie, żeś u pana miecznika w Billewiczach. To, powiadam ci,
pasowałem się z myślami jakoby z niedźwiedziem : jechać, nie jechać?... Alem nie śmiał
jechać, żeby mnie żółcią nie napojono. Powiedziałem sobie wreszcie: nie uczyniłem jeszcze
nic dobrego... nie pojadę... Aż książę, ojciec mój kochany, ulitował się nade mną i
posłał prosić was do Kiejdan, abym choć oczy swoim kochaniem mógł napełnić... ile że na
wojnę ruszamy. Nie żądam, abyś jutro zaraz za mnie szła... Ale bogdaj słowo dobre od
ciebie usłyszę, bogdaj się zapewnię, będzie mi lżej... Mojaż ty duszo jedyna... Nie chcę
zginąć, ale w bitwie każdemu się to może przytrafić, bo przecie nie będę się za innych
chował... więc mi powinnaś odpuścić, jako się umierającemu odpuszcza.
- Niech waćpańa Bóg ochrania i wyprowadzi - odparła dziewczyna miękkim głosem, po którym
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional