lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 160

bliżej i bliżej, że już nadchodzą, że zatrzymali się. Tak była tego pewną, że nie
podnosząc powiek wstała nagle i złożyła głęboki ukłon księciu.
On zaś istotnie stał już przed nią i przemówił:
- Na mękę Pańską!... Teraz się młodemu nie dziwię, bo cudnie to kwiecie rozkwitło...
Witam cię, moja panienko, witam z całego serca i duszy kochaną wnuczkę mojego Billewicza.
Poznajeszże mnie?- Poznaję, wasza książęca mość! - odrzekła dziewczyna.
- A ja bym cię nie poznał, bom cię jeszcze młódką nierozkwitłą ostatni raz widział, nie w
tej ozdobie, w jakiej teraz chodzisz... Podnieś no jeno one firanki z oczu... Dla Boga!
szczęśliwy nurek, który taką perłę wyłowi; nieszczęsny, który ją miał i stracił... Owóż
stoi tu przed tobą taki desperat w osobie tego kawalera. Poznajeszże i jego?
- Poznaję -szepnęła Oleńka nie podnosząc oczu.
- Wielki to grzesznik i do spowiedzi ci go przyprowadzam... Zadaj mu pokutę, jaką chcesz,
ale rozgrzeszenia nie odmawiaj, żeby go desperacja do cięższych jeszcze grzechów nie
przywiodła.
Tu książę zwrócił się do pana miecznika i do pani Wojniłłowiczowej :
- Zostawmy młodych, mościwi państwo, bo nie wypada przy spowiedzi asystować, a mnie i
moja wiara tego zakazuje.
Po chwili pan Andrzej i Oleńka zostali sami.
Serce jej tłukło się w piersi jak w gołębiu, nad którym jastrząb zawisnął, a i on był
wzruszony. Opuściła go zwykła śmiałość, porywczość i pewność siebie. Przez długi czas
milczeli oboje.
Nareszcie on pierwszy ozwał się niskim, przytłumionym głosem :
- Nie spodziewałaś się mnie widzieć, Oleńka?
- Nie - szepnęła dziewczyna.
- Na Boga! Gdyby tu Tatar stanął koło ciebie, mniej byś była trwożna. Nie bójże się!
Patrz, ilu tu ludzi. Źadna krzywda nie spotka cię ode mnie. A choćbyśmy sami byli, nie
miałabyś się czego bać, bom sobie zaprzysiągł szanować cię. Miejże ufność we mnie!
Na chwilę podniosła oczy i spojrzała na niego.
- Skąd mam mieć ufność?
- Prawda, grzeszyłem, ale to już minęło i nie powtórzy się więcej... Gdym po owym
pojedynku z Wołodyjowskim na łożu leżał bliski śmierci, wtedym sobie powiedział: nie
będziesz jej brał przemocą, szablą, ogniem, jeno zacnymi uczynkami na nią zasłużysz i
przebaczenie wyjednasz!... Toż i w niej serce nie z kamienia, i zawziętość jej przeminie;
ujrzy poprawę, to wybaczy!... Więcem sobie zaprzysiągł poprawę i dotrzymam... Zaraz mnie
też Bóg pobłogosławił, bo przyjechał Wołodyjowski i przywiózł mi list zapowiedni. Mógł go
nie dać, a dał; zacny człowiek! Przez to już i do sądów nie potrzebowałem stawać, bom pod
hetmańską inkwizycję przeszedł. Wyspowiadałem się księciu ze wszystkich grzechów jako
ojcu; on zaś nie tylko przebaczył, ale obiecał wszystko załagodzić i bronić mnie od
nieżyczliwości ludzkiej. Niech mu Bóg błogosławi... Nie będę banitem, Oleńka, z ludźmi
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional