lektory on-line

Faraon - Strona 153

Kama pogardliwie wzruszyła ramionami.
- On jest przy naszej świątyni - rzekła.
Ramzesowi płonęły oczy, rozszerzały się nozdrza, szumiało mu w głowie. Ta sama kobieta
przed kilkoma miesiącami zrobiła na nim małe wrażenie, ale dziś gotów był dla niej
popełnić szaleństwo. Zazdrościł Grekowi, a jednocześnie czuł nieopisany żal na myśl, że
gdyby ona została jego kochanką, musiałaby umrzeć.
- Jakaś ty piękna - mówił. - Gdzie mieszkasz?... Ach wiem, w tamtym pałacyku... Czy można
cię odwiedzić?... Naturalnie, jeżeli przyjmujesz wizyty śpiewaków, musisz i mnie
przyjąć... Czy naprawdę jesteś kapłanką pilnującą ognia?...
- Tak.
- I wasze prawa są tak okrutne, że nie pozwalają ci kochać?... Ech, to są pogróżki!...
Dla mnie zrobisz wyjątek...
- Przeklęłaby mnie cała Fenicja, zemściliby się bogowie... - odparła ze śmiechem.
Ramzes znowu przyciągnął ją do siebie, ona znowu wydarła się.
- Strzeż się, książę - mówiła z wyzywającym spojrzeniem. - Fenicja jest potężna, a jej
bogowie...
- Co mnie obchodzą twoi bogowie albo Fenicja... Gdyby ci włos spadł, zdeptałbym Fenicję
jak złą gadzinę...
- Kama!... Kama!... - odezwał się od posągu głos. Przeraziła się.
- O, widzisz, wołają mnie... Może nawet słyszeli twoje bluźnierstwa...
- Bodajby nie usłyszeli mego gniewu!... - wybuchnął książę.
- Gniew bogów jest straszniejszy...
Szarpnęła się i znikła w cieniach świątyni. Ramzes rzucił się za nią, lecz nagle cofnął
się; całą świątynię, między ołtarzem i nim, zalał ogromny krwawy płomień, wśród którego
zaczęły ukazywać się potworne figury: wielkie nietoperze, gady z ludzkimi twarzami,
cienie...
Płomień szedł prosto na niego całą szerokością gmachu, a oszołomiony nie znanym sobie
widokiem, książę cofał się wstecz. Nagle owionęło go świeże powietrze. Odwrócił głowę -
był już na zewnątrz świątyni, a jednocześnie śpiżowe drzwi z łoskotem zatrzasnęły się
przed nim.
Przetarł oczy, rozejrzał się. Księżyc z najwyższego punktu na niebie zniżał się już ku
zachodowi. Obok kolumny Ramzes znalazł swój miecz i burnus. Podniósł je i zeszedł ze
schodów jak pijany.
Kiedy późno wrócił do pałacu, Tutmozis widząc jego pobladłą twarz i mętne spojrzenie
zawołał z trwogą:
- Przez bogi! gdzieżeś to był, erpatre?... - Cały twój dwór nie śpi, zaniepokojony...
- Oglądałem miasto. Ładna noc...
- Wiesz - dodał śpiesznie Tutmozis jakby lękając się, aby go kto inny nie uprzedził. -
Wiesz, Sara powiła ci syna...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional