lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 139

Na to umilkli wszyscy i ze strachem przez chwilę patrzyli w przyszłość ciemną, tylko pan
Charłamp nasrożył się zaraz i rzekł:
- Służyłem pod księciem wojewodą z młodych lat, choć małom młodszy od niego, bo naprzód,
młodzikiem jeszcze, był moim rotmistrzem, potem hetmanem polnym, a dziś jest wielkim.
Znam go lepiej od waćpanów, a zarazem czczę i miłuję, dlatego proszę, nie równajcie go z
Kromwelem, abym zaś nie musiał wam na to powiedzieć czegoś, czego mi, jako gospodarzowi w
tej izbie, mówić nie wypada...
Tu pan Charłamp począł okrutnie wąsiskami ruszać i trochę spode łba spoglądać na pana
Jana Skrzetuskiego, co widząc pan Wołodyjowski utkwił znów w pana Charłampa wzrok zimny i
bystry, jakby mu chciał rzec:
- Warknij no tylko !
Wąsal pomiarkował się zatem natychmiast, bo pana Michała miał w nadzwyczajnej estymie, a
zresztą niebezpiecznie było się z nim gniewać, więc mówił dalej tonem daleko już
łagodniejszym:
- Kalwin książę jest, ale przecie wiary prawdziwej dla błędów nie porzucił, jeno się w
nich urodził. Nigdy on nie zostanie ani Kromwelem, ani Radziejowskim, ani Opalińskim,
choćby Kiejdany miały się w ziemię zapaść.
Nie taka to krew, nie taki to ród I
- Jeśli jest diabłem i ma rogi na głowie - rzekł pan Zagłoba - to tym lepiej, bo będzie
miał czym Szwedów bóść.
- Ale że pan Gosiewski i pan kawaler Judycki aresztowani?... no, no!- mówił kręcąc głową
Wołodyjowski. - Nie bardzo książę na swych gości, którzy mu zaufali, łaskaw.
- Co mówisz, Michale! - odparł Charłamp. - Tak łaskaw, jak nigdy w życiu nie był...
Ojciec to teraz prawdziwy dla rycerstwa. Pamiętasz, jak to dawniej miał wiecznie kozła na
czole, a w gębie jedno słowo: ?służba!"
Większy strach brał zbliżyć się do jego majestatu niż do królewskiego - a dziś każdego
dnia między porucznikami i towarzystwem chodzi, a rozmawia, a każdego pyta o familię, o
dzieci, o fortunę i po nazwisku każdemu mówi, a rozpytuje, czy się komu w służbie krzywda
nie dzieje. On, który pomiędzy największymi panami nie chce mieć równych, wczoraj - nie!
onegdaj ! - chodził pod rękę z młodym Kmicicem, ażeśmy wszyscy oczom wierzyć nie chcieli,
bo choć wielki to ród Kmicica, ale to całkiem młodziak i podobno siła grawaminów na nim
cięży, o czym ty wiesz najlepiej.
- Wiem, wiem - rzekł Wołodyjowski. - To Kmicic dawno tu jest?
- Teraz go nie ma, bo wczoraj pojechał do Czejkiszek po regiment piechoty, który tam
stoi. Nikt teraz nie jest w takich faworach u księcia, jak Kmicic. Gdy odjeżdżał, książę
spoglądał za nim przez chwilę, a potem rzekł:
?Do wszystkiego ten to człowiek i gotów samego diabła za ogon przytrzymać, gdy mu każę!"
Słyszeliśmy to na własne uszy. Prawda, że taką chorągiew Kmicic przyprowadził, jakiej
drugiej w całym wojsku nie masz.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional