lektory on-line

Faraon - Strona 138

mocno zachwiało się w tych czasach...
- To fałsz! - przerwał zaniepokojony książę. -Przecież wiedziałbym o tym...
- A jednak kapłani odprawiają w tajemnicy nabożeństwa za powrócenie zdrowia faraonowi -
szeptał Tutmozis. - Wiem o tym z pewnością...
Książę stanął zdumiony.
- Jak to - rzekł - więc ojciec mój jest ciężko chory, kapłani modlą się za niego, a mnie
nic o tym nie mówią?...
- Słychać, że choroba jego świątobliwości może przeciągnąć się z rok.
Ramzes machnął ręką.
- Ech!... słuchasz bajek i mnie niepokoisz. Powiedz mi lepiej o Fenicjanach, bo to
ciekawsze.
- Słyszałem - ciągnął Tutmozis - tylko to, co i wszyscy, że wasza dostojność,
przekonawszy się w świątyni o szkodliwości Fenicjan, zobowiązałeś się wypędzić ich.
- W świątyni?... - powtórzył następca. - A któż może wiedzieć, o czym ja przekonałem się
i co postanowiłem w świątyni?...
Tutmozis wzruszył ramionami i milczał.
- Czyliżby zdrada i tam?... - szepnął książę. - W każdym razie zawołasz do mnie Dagona -
rzekł głośno. Muszę poznać źródło tych kłamstw i, przez bogi, położyć im koniec!...
- Dobrze uczynisz, panie - odparł Tutmozis - gdyż cały Egipt jest zaniepokojony. Już dziś
nie ma u kogo pożyczać pieniędzy, a gdyby te pogłoski trwały dłużej, ustałby handel. Dziś
już nasza arystokracja wpadła w biedę, z której nie widać wyjścia, a i twój dwór, panie,
odczuwa niedostatek. Za miesiąc może to samo zdarzyć się w pałacu jego świątobliwości...
- Milcz - przerwał książę - i natychmiast zawołaj mi Dagona.
Tutmozis wybiegł, ale bankier zjawił się u namiestnika dopiero wieczorem. Miał na sobie
białą płachtę w czarne pasy.
- Poszaleliście?... - zawołał następca na ten widok.
- Zaraz ja cię tu rozchmurzę... Potrzebuję natychmiast stu talentów. Idź i nie pokazuj mi
się, dopóki tego nie załatwisz. Ale bankier zasłonił swoje oblicze i zapłakał.
- Co to znaczy? - spytał niecierpliwie książę.
- Panie - odparł Dagon klękając - weź mój majątek, sprzedaj mnie i moją rodzinę...
Wszystko weź, nawet życie nasze. Ale sto talentów... skąd bym ja dostał dziś taki
majątek?... Już ani z Egiptu, ani z Fenicji... - mówił wśród łkań.
- Set opętał cię, Dagonie! - roześmiał się następca. - Czyliż i ty uwierzyłbyś, że ja
myślę o wygnaniu was?...
Bankier po raz drugi upadł mu do nóg.
- Ja nic nie wiem... ja jestem zwyczajny kupiec i twój niewolnik... Tyle dni, ile jest
między nowiem i pełnią, wystarczyło, ażeby zrobić ze mnie proch i z mego majątku ślinę...
- Ależ wytłomacz mi, co to znaczy? - pytał niecierpliwie następca.
- Ja nie potrafię nic powiedzieć, a choćbym nawet umiał, mam wielką pieczęć na ustach...
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional