lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 133

świecie. Nigdy waściom tego nie zdołam wypowiedzieć, jak zacna jest i urodziwa panna ta
Billewiczówna. Byłby ją człowiek miłował i hołubił jakby co najlepszego... Nie! musieli
diabli przynieść tego Kmicica... Chyba on jej coś zadał, nie może inaczej być, bo gdyby
nie to, pewnie by mnie nie przepędziła. Ot, patrzcie! Właśnie tam zza górki Wodokty
widać, ale w domu nie masz nikogo, bo ona pojechała Bóg wie gdzie... Moje to byłoby
schronisko; niechbym był tu żywota dokonał...Niedźwiedź ma swój barłóg, wilk swoją jamę,
a ja, ot! jeno tę szkapę i tę kulbakę, na której siedzę...
- To widzę, że cię jak cierń zakłuła? - rzekł pan Zagłoba.
- Pewnie, że jak sobie wspomnę albo, mimo przejeżdżając, Wodokty zobaczę, to mi jeszcze
żal... Chciałem klin klinem wybić i pojechałem do pana Schyllinga, który ma córkę bardzo
urodziwą. Raz ją w drodze z daleka widziałem i okrutnie mi w oko wpadła. Pojechałem tedy
- i cóż waćpaństwo powiecie? - ojcam w domu nie zastał, a panna Kachna myślała, że to nie
pan Wołodyjowski, tylko pachołek pana Wołodyjowskiego przyjechał...
Takem ten afront wziął do serca, żem się tam więcej nie pokazał. Zagłoba począł się śmiać.
- Bodajże cię, panie Michale! Cała rzecz w tym, żebyś znalazł żonę tak nikczemnej urody,
jak sam jesteś. A gdzie się to ona bestyjka podziała, co to przy księżnie Wiśniowieckiej
respektową była, z którą to nieboszczyk pan Podbipięta -Panie, świeć nad jego duszą -
miał się żenić? Ta miała urodę w sam raz dla ciebie, bo istna to była pestka, choć jej
się oczy okrutnie świeciły.
- To Anusia Borzobohata-Krasieńska - rzekł pan Jan Skrzetuski. -Wszyscyśmy się w niej
swego czasu kochali i Michał także. Bóg raczy wiedzieć, co się z nią teraz dzieje.
- Źeby ją tak odszukać a pocieszyć! - rzekł pan Michał. - Jakeście ją wspomnieli, aż mi
się ciepło koło serca uczyniło. Najzacniejsza to była dziewka. Bóg by mi dał ją
spotkać!... Ej, dobre to były dawne łubniańskie czasy, ale się już nigdy nie wrócą. Nie
będzie też już chyba nigdy takiego wodza, jak był nasz książę Jeremi. Człowiek wiedział,
że po każdym spotkaniu wiktoria nastąpi. Radziwiłł wielki wojownik, ale nie taki, i już
nie z tym sercem mu się służy, bo on i tego ojcowskiego afektu dla żołnierzy nie ma, i do
konfidencji nie dopuszcza, mając się za jakowegoś monarchę, choć przecie Wiśniowieccy nie
gorsi byli od Radziwiłłów.
- Mniejsza z tym -rzekł Jan Skrzetuski. - W jego ręku teraz zbawienie ojczyzny, a że
gotów za nią życie oddać, niech mu Bóg błogosławi.
Tak to rozmawiali rycerze jadąc wśród nocy i to dawne sprawy wspominali, to mówili o
teraźniejszych ciężkich. czasach, w których trzy wojny naraz zwaliły się na
Rzeczpospolitą.
Później zabrali się do pacierzy wieczornych i do odmawiania litanii, a gdy ją skończyli,
sen ich zmorzył i zaczęli drzemać i kiwać się na kulbakach.
Noc była pogodna, ciepła, gwiazdy migotały tysiącami na niebie; oni, jadąc noga za nogą,
spali smaczno, aż dopiero, gdy poczęło świtać, zbudził się pierwszy pan Michał.
- Mości panowie, otwórzcie oczy, Kiejdany już widać! - zakrzyknął.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional