lektory on-line

Krzyżacy - Strona 126

Zbyszko giermka i wręczył mu go, mówiąc:
- A może ze stryjcem tu wrócisz, z czego wielce bym był rad.
Lecz Czech miał twarz także jakby zakłopotaną; marudził, z nogi na nogę przestępował i
nie odchodził, póki młody rycerz
nie ozwał się:
- Masz-li co jeszcze powiedzieć, to mów.
- Chciałbym, wasza miłość... - odrzekł Czech - chciałbym ot! jeszcze zapytać, jako tam
mam ludziom rozpowiadać?
- Jakim ludziom?
- Niby, nie w Bogdańcu, ale w okolicy... Bo się też z pewnością będą chcieli dowiedzieć.
Na to Zbyszko, który postanowił już nic nie ukrywać, spojrzał na niego bystro i rzekł:
- Tobie nie o ludzi chodzi, jeno o Jagienkę ze Zgorzelic. A Czech spłonął, potem
przybladł nieco i odpowiedział:
- O nią, panie.
- A skąd wiesz, czy się tam nie wydała za Cztana z Rogowa albo za Wilka z Brzozowej?
- Panienka nie wydała się za nikogo - odrzekł stanowczo giermek.
- Mógł jej opat rozkazać.
- Opat panienki słucha, nie ona jego.
- To czegóż chcesz? Powiadaj prawdę tak jej, jak wszystkim. Czech skłonił się i odszedł
nieco zły.
- Daj Bóg - mówił sobie, myśląc o Zbyszku - by cię zapomniała. Daj jej Bóg jeszcze
lepszego niż ty. Ale jeślić nie zapomniała, to też jej rzekę, żeś żeniaty, ale bez
niewiasty i że bogdaj owdowiejesz, nim do łożnicy wstąpisz.
Giermek przywiązał się był jednak do Zbyszka, litował się i nad Danusią, ale Jagienkę
miłował nad wszystko w świecie i od czasu, jak się przed ostatnią bitką w Ciechanowie
dowiedział o małżeństwie Zbyszkowym, nosił ból i gorycz w sercu.
- Bogdaj, że wprzód owdowiejesz! - powtórzył. Lecz następnie inne, widocznie słodsze
myśli poczęły mu przychodzić do głowy, gdyż schodząc ku koniom, mówił:
- Chwała Bogu, że jej choć nogi obejmę.
Tymczasem Zbyszko rwał się do drogi, gdyż trawiła go gorączka - i o ile z konieczności
nie musiał zajmować się innymi sprawami, o tyle znosił po prostu męki, myśląc bez ustanku
o Danusi i Jurandzie. Trzeba było jednak zostać w Spychowie chociaż na jeden nocleg,
choćby dla pana de Lorche i dla przygotowań, których tak długa podróż wymagała. Sam był
wreszcie utrudzon nad wszelką miarę walką, czuwaniem, drogą, bezsennością, zmartwieniem.
Gdy więc noc uczyniła się bardzo późna, rzucił się na twarde Jurandowe łoże w nadziei, że
choć krótki sen go nawiedzi. Lecz nim zasnął, zapukał do niego Sanderus i skłoniwszy się,
rzekł:
- Panie, ocaliliście mnie od śmierci i dobrze mi było przy was, jako dawno przedtem nie
bywało. Bóg wam dał teraz włość wielką, żeście jeszcze bogatsi niż wprzódy, a i skarbiec
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional