lektory on-line

Krzyżacy - Strona 125

- To nie znasz widać krzyżackich rąk; jać je znam, gdyż nim mnie Jurand w Spychowie
przygarnął, byłem piętnaście roków księdzem w ich kraju. Jeden Bóg może Juranda ratować.
- I może też nam pomóc.
- Amen.
Po czym rozwinął dokument i jął go czytać. Jurand zapisywał wszystkie swe ziemie i całą
majętność Danusi i jej potomstwu, w razie zaś bezpotomnej śmierci tejże, jej mężowi,
Zbyszkowi z Bogdańca. W końcu polecał tę swoją wolę opiece książęcej:
"by zaś jeśliby co nie było wedle prawa, łaska książęca w prawo zmieniła". Koniec ów
dodany był dlatego, że ksiądz Kaleb znał się tylko na prawie kanonicznym, a sam Jurand,
zajęty wyłącznie wojną, tylko na rycerskim. Po odczytaniu dokumentu Zbyszkowi ksiądz
odczytał go starszym ludziom załogi spychowskiej, którzy uznali zaraz młodego rycerza
jako dziedzica i przyrzekli mu posłuszeństwo.
Myśleli też, że Zbyszko wnet ich poprowadzi na ratunek staremu panu, i radowali się,
albowiem w piersiach ich biły serca srogie i łakome na wojnę, a do Juranda przywiązane.
Toteż smutek ogarnął ich wielki, gdy dowiedzieli się, że zostaną w domu i że pan z małym
jeno pocztem uda się do Malborga, i nie na wojnę, lecz na skargę. Dzielił ten ich smutek
Czech Głowacz, choć z drugiej strony rad był z tak znacznego pomnożenia Zbyszkowego dobra.
- Hej! komu by była uciecha - rzekł - to staremu panu z Bogdańca! I umiałby też on tu
rządzić! Co tam Bogdaniec w porównaniu z taką dziedziną!
A Zbyszka zdjęła w tej chwili nagła tęsknota do stryjca, taka, jaka zdejmowała go często,
zwłaszcza zaś w trudnych i ciężkich wypadkach życia, więc zwróciwszy się do giermka,
rzekł bez namysłu:
- Co masz tu po próżnicy siedzieć! Jedź do Bogdańca, list powieziesz.
- Jeśli nie mam z waszą miłością iść, to już wolałbym tam jechać! - odrzekł uradowany
pacholik.
- Wołaj mi księdza Kaleba, niech wypisze jako się patrzy wszystko, co tu było, a
stryjcowi odczyta list proboszcz z Krześni alboli też opat, jeśli jest w Zgorzelicach.
Lecz powiedziawszy to, uderzył się dłonią po młodych wąsiętach i dodał, mówiąc jakby sam
do siebie:
- Ba! opat!...
I zaraz przed oczyma przesunęła mu się Jagienka - modrooka, ciemnowłosa, hoża jak łania,
a ze łzami na rzęsach! Uczyniło mu się kłopotliwie i przez czas jakiś tarł ręką czoło,
lecz wreszcie rzekł:
- Jużci, będzie ci smutno, dziewczyno, ale nie gorzej niźli mnie.
Tymczasem nadszedł ksiądz Kaleb i zaraz zasiadł do pisania. Zbyszko dyktował mu obszernie
wszystko, co się zdarzyło od chwili gdy przybył do leśnego dworca. Nic nie zataił, gdyż
wiedział ze stary Maćko, gdy się dobrze w tych sprawach rozpatrzy, to w końcu będzie rad.
Bogdańca istotnie ani porównać ze Spychowem, który był włością obszerną i bogatą, a
Zbyszko wiedział że Maćkowi okrutnie zawsze o takie rzeczy chodziło.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional