lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 122

- Co tatuś woli dziś pić, dębniaczek czyli miód?
- Świnina była na obiad, to miód będzie grzeczniejszy.
- Zaraz przyślę. Ale niech jeno tatuś nie drzemie na powietrzu, bo febra pewna.
- Dziś ciepło i wiatru nie ma. A gdzie to Jan, córuchno?
- Poszedł do stodół.
Pani Skrzetuska mówiła panu Zagłobie: ojcze, a on jej: córuchno, choć wcale nie byli
krewni. Jej rodzina mieszkała na Zadnieprzu, w dawnym państwie wiśniowieckim, a co do
niego, Bóg jeden wiedział, skąd był rodem, gdyż sam rozmaicie o tym powiadał. Ale za
czasów, gdy jeszcze była panną, Zagłoba znamienite jej oddał usługi i ze straszliwych
niebezpieczeństw ratował, więc też oboje z mężem czcili go jako ojca i w całej okolicy
niezmiernie był od wszystkich szanowany, tak dla obrotnego rozumu, jak i dla
nadzwyczajnego męstwa, którego liczne w różnych wojnach, a mianowicie w kozackich, dał
dowody.
Imię jego głośne było w całej Rzeczypospolitej - sam król kochał się w jego opowiadaniach
i dowcipie, a w ogóle więcej o nim mówiono niż nawet o panu Skrzetuskim, chociaż pan
Skrzetuski przedarł się w swoim czasie z oblężonego Zbaraża przez wszystkie wojska
kozackie.
W chwilę po odejściu pani Skrzetuskiej pacholik przyniósł pod lipę gąsiorek i szklanicę.
Pan Zagłoba nalał, następnie zamknął oczy i począł próbować pilnie.
- Wiedział Pan Bóg, dlaczego pszczoły stworzył! - mruknął pod nosem.
I jął popijać z wolna, oddychając przy tym głęboko i spoglądając na staw i za staw, hen,
na czarne i sine bory ciągnące się, jak okiem dojrzeć, po drugim brzegu. Godzina była
druga po południu, a niebo bez chmurki. Kwiat lipowy spływał bez szelestu na ziemię, a na
lipie między liśćmi śpiewała cała kapela pszczół, które wnet poczęły siadać na zrąbku
szklanicy i zgarniać słodki płyn kosmatymi nóżkami.
Nad wielkim stawem, z trzcin odległych, przesłoniętych mgłą oddalenia, podnosiły się
czasem stada kaczek, cyranek lub dzikich gęsi i szybowały w błękitnym przezroczu, podobne
do czarnych krzyżyków; czasem klucz żurawi zaczerniał wysoko na niebie, grając donośnym
krzykiem - zresztą cicho było naokoło i spokojnie, i słoneczno, i wesoło, jak to bywa w
pierwszych dniach sierpnia, gdy zboża już dojrzały, a słońce sypie jakoby złoto na ziemię.
Oczy starego człowieka to podnosiły się ku niebu ścigając stada ptactwa, to znowu ginęły
w oddali, ale coraz senniejsze, w miarę jak miodu w gąsiorku ubywało, i powieki ciężyły
mu coraz bardziej - pszczoły śpiewały na różne tony swą piosenkę jakoby umyślnie do
poobiedniej drzemki.
- Tak, tak, dał Pan Bóg piękny czas na żniwa - mruknął pan Zagłoba. - I siano dobrze
zebrane, i żniwa duchem pójdą... Tak, tak...
Tu przymknął oczy, po czym otworzył je znowu na chwilę, mruknął jeszcze: ?Zmęczyły mnie
dzieciska..." - i usnął na dobre.
Spał dość długo, ale po pewnym czasie zbudził go lekki powiew chłodniejszego powietrza
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional