lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 116

poczęły grać w tejże chwili, ale zrazu nie odpowiadano na owe salwy ze strony szwedzkiej.
Dymy układały się spokojnie w jasnym powietrzu w długie pasma rozciągające się między
wojskami, a przez luki między nimi widziała szlachta pułki szwedzkie, piechoty i jazdy,
rozwijające się ze straszliwym spokojem, jak gdyby pewne zwycięstwa.
Na wzgórzach zataczano armaty, podsypywano szańczyki, słowem, nieprzyjaciel szykował się
nie zwracając najmniejszej uwagi na kule, które nie dolatując do niego obsypywały jeno
piaskiem i ziemią pracujących przy szańczykach.
Wyprowadził jeszcze pan Stanisław Skrzetuski dwie chorągwie kaliszanów, chcąc śmiałym
atakiem zmieszać Szwedów, ale nie poszli ochotnie; oddział rozciągnął się zaraz w
bezładną kupę, bo gdy odważniejsi parli konie naprzód, tchórzliwsi wstrzymywali je
umyślnie. Dwa pułki rajtarii wysłanej przez Wittenberga po krótkiej walce spędziły z pola
szlachtę i gnały pod
obóz.
Tymczasem zapadł mrok i zakończył bezkrwawą walkę.
Strzelano jednak z dział aż do nocy, po czym strzały umilkły, ale w obozie polskim
podniosła się taka wrzawa, że słychać ją było na drugim brzegu Noteci. Powstała ona
naprzód z tego powodu, że kilkaset pospolitaków próbowało wymknąć się w ciemnościach z
obozu. Inni, spostrzegłszy to, poczęli grozić i nie puszczać. Brano się do szabel. Słowa:
?Albo wszyscy,
albo nikt!" -znowu przelatywały z us? do ust. Lecz z każdą chwilą stawało się
prawdopodobniejszym, że ujdą wszyscy. Wybuchło wielkie niezadowolenie z wodzów: ?Wysłano
nas z gołymi brzuchami przeciw armatom!"- wołali pospolitacy.
Oburzano się również i na Wittenberga, że nie szanując zwyczajów wojennych, przeciw
harcownikom nie harcowników wysyła, ale z armat ognia do nich niespodzianie każe dawać.
?Każdy poczyna sobie, jak mu lepiej - mówiono - ale świńskiego to narodu obyczaj czołem
do czoła nie stanąć." Inni rozpaczali otwarcie. ?Wykurzą nas stąd jak jaźwca z jamy" -
mówili desperaci. ?Obóz źle zatoczony, szańce źle usypane, miejsce do obrony
niestosowne." Od czasu do czasu odzywały się głosy: ?Panowie bracia! ratujcie się!" A
inne wołały: ?Zdrada! zdrada!"
Była to noc straszna: zamieszanie i rozprzężenie wzrastało z każdą chwilą; rozkazów nikt
nie słuchał. Wojewodowie potracili głowy i nie próbowali nawet przywrócić ładu.
Niedołęstwo ich i niedołęstwo pospolitego ruszenia okazywało się jasno jak na dłoni.
Wittenberg mógłby był tej nocy wziąść wstępnym bojem obóz z największą łatwością.
Nastał świt.
Dzień czynił się blady, chmurny i oświecił chaotyczne zbiorowisko ludzi upadłych na
duchu, lamentujących, w znacznej części pijanych, gotowszych na hańbę niż na walkę. Na
domiar złego Szwedzi przeprawili się nocą pod Dziębowem na drugą stronę Noteci i otoczyli
obóz polski.
Z tej strony nie było prawie wcale szańców i nie było zza czego się bronić.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional