lektory on-line

Faraon - Strona 114

rękę rzekł powoli i wyraźnie :
- Wejdź. Niech razem z przestąpieniem tego progu spokój boży zamieszka w twojej duszy i
niech spełnią się życzenia, o które w pokornej modlitwie błagasz bogów.
A gdy pokutnik upadł mu do nóg, kapłan czyniąc jakieś znaki nad jego głową szeptał:
- W imię Tego, który jest, był i będzie... Który wszystko stworzył... Którego tchnienie
napełnia świat widzialny i niewidzialny i jest życiem wiecznym.
A gdy brama zamknęła się, kapłan wziął Ramzesa za rękę i wśród zmroku, pomiędzy ogromnymi
kolumnami przysionka, zaprowadził go do przeznaczonego mieszkania. Była to mała celka
oświetlona kagankiem. Na kamiennej posadzce leżała wiązka suchej trawy, w kącie stał
dzban wody, a obok -jęczmienny placek.
- Widzę, że tutaj naprawdę odpocznę po przyjęciach u nomarchów!... - wesoło zawołał
Ramzes.
- Myśl o wieczności - odparł kapłan i oddalił się.
Księcia niemile dotknęła ta odpowiedź. Pomimo że był głodny, nie chciał jeść placka ani
pić wody. Usiadł na trawie i patrząc na swoje pokaleczone w podróży nogi pytał się: po co
on tu przyszedł?... po co dobrowolnie wyzuł się ze swej dostojności?...
Widząc ściany celi i jej ubóstwo, przypomniał sobie chłopięce lata spędzone w kapłańskiej
szkole. Ile on tam dostał kijów!... ile nocy przepędził na kamiennej posadzce za karę!...
Ramzes i teraz uczuł tę nienawiść i trwogę, jakiej wówczas doświadczał wobec surowych
kapłanów, którzy na wszystkie jego pytania i prośby odpowiadali zawsze jednym: "Myśl o
wieczności!...
Po kilkumiesięcznym zgiełku wpaść w taką ciszę, zamienić dwór książęcy na ciemność i
samotność, a zamiast uczt, kobiet, muzyki czuć dokoła siebie i nad sobą ciężar murów...
"Oszalałem!... oszalałem..." - mówił do siebie Ramzes.
Była chwila, że chciał opuścić świątynię natychmiast, a potem przyszła mu myśl, że mogą
nie otworzyć bramy. Widok brudnych nóg, popiołu, który sypał mu się z włosów, szorstkość
pokutniczej płachty - wszystko to napełniało go obrzydzeniem. Gdyby choć miał swój
miecz!... Ale czy w tym odzieniu i tym miejscu ośmieliłby się go użyć?...
Uczuł niepokonany strach i to go otrzeźwiło. Przypomniał sobie, że bogowie w świątyniach
zsyłają na ludzi trwogę i że ona ma być wstępem do mądrości.
"Jestem przecie namiestnikiem i następcą faraona -pomyślał - cóż mi tu kto zrobi?..."
Podniósł się i wyszedł ze swej celi. Znajdował się w wielkim dziedzińcu otoczonym
kolumnami. Gwiazdy jasno świeciły, więc zobaczył -na jednym końcu podwórza olbrzymie
pylony, na drugim otwarte wejście do świątyni.
Poszedł tam. Ode drzwi panował mrok, a gdzieś bardzo daleko płonęło kilka lamp, jakby
unoszących się w powietrzu. Wpatrzywszy się dojrzał między wejściem i światłami cały las
gęsto ustawionych, grubych kolumn, których wierzchołki rozpływały się w ciemności. W
głębi, może o paręset kroków od niego, niewyraźnie widać było olbrzymie nogi siedzącej
bogini i jej ręce oparte na kolanach, od których słabo odbijał się blask lamp.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional