lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 112

Trębacz tymczasem gawędził łamaną niemczyzną z tymi ze szlachty, którzy ten język przez
stosunki z miastami pruskimi rozumieli, i opowiadał im o zwycięstwach przez Wittenberga w
różnych krajach odniesionych, o siłach, jakie ku Ujściu idą, a zwłaszcza o działach nie
znanej dotąd doskonałości, którym nie masz sposobu się opierać. Stropiła się tym też
szlachta niemało i różne przesadzone wieści poczęły wnet krążyć po obozie.
Tej nocy prawie nikt nie spał w całym Ujściu, bo najprzód, koło północy, nadeszli ci
ludzie, którzy dotychczas w osobnych stali obozach pod Piłą i Wieleniem. Dygnitarze
radzili nad odpowiedzią do białego dnia, a szlachcie czas schodził na opowiadaniach o
potędze szwedzkiej.
Z pewną gorączkową ciekawością wypytywano trębacza o wodzów, wojsko, broń, sposób
walczenia i podawano sobie z ust do ust każdą jego odpowiedź. Bliskość szwedzkich
zastępów dodawała niezwykłego interesu wszelkim szczegółom, które nie były tego rodzaju,
aby mogły dodać otuchy.
O świtaniu nadjechał pan Stanisław Skrzetuski z wieścią, że Szwedzi przyciągnęli już pod
Wałcz, o jeden dzień marszu od polskiego obozu. Powstała natychmiast sroga krętanina;
większość koni wraz ze służbą była na paszy na łąkach, więc posyłano po nie na gwałt.
Powiaty siadały na koń i stawały chorągwiami. Chwila przed bitwą bywa dla niewyćwiczonego
żołnierza najstraszniejszą; więc zanim rotmistrze zdołali wprowadzić jaki taki porządek,
przez długi czas panowało przerażające zamieszanie.
Nie słychać było ni komendy, ni trąbek, tylko głosy wołające ze wszystkich stron: ?Janie!
Pietrze! Onufry! bywaj!... Źeby cię zabito! dawaj konie!... Gdzie moja służba?... Janie!
Pietrze!" Gdyby w takiej chwili rozległ się jeden strzał działowy, zamieszanie łatwo by w
popłoch zmienić się mogło.
Z wolna jednak powiaty stawały w ordynku. Przyrodzone usposobienie szlachty do wojny
zastąpiło poniekąd brak doświadczenia i około południa przedstawiał już obóz dość
imponujący widok. Piechota stała przy wałach, podobna do kwiatów w swych różnobarwnych
kabatach; dymy unosiły się z zapalonych lontów, a na zewnątrz wałów, pod zasłoną dział,
łęgi i równina zaroiły się powiatowymi chorągwiami jazdy w szyku stojącej, na dzielnych
koniach, których rżenie budziło echa w pobliskich lasach i napełniało serca zapałem
wojennym.
Tymczasem wojewoda poznański wyprawił trębacza z odpowiedzią na listy, brzmiącą mniej
więcej tak, jak przepowiadał Radziejowski, a zatem polityczną zarazem i rzymską; po czym
postanowił wysłać podjazd na północny brzeg Noteci dla pochwycenia nieprzyjacielskiego
języka.
Piotr Opaliński, wojewoda podlaski, stryjeczny wojewody poznańskiego, miał ruszyć własną
osobą z podjazdem wraz ze swymi dragonami, których, sto pięćdziesiąt pod Ujście
przyprowadził, a oprócz tego polecono panom rotmistrzom, Skoraszewskiemu Władysławowi i
Skrzetuskiemu, wezwać ochotnika ze szlachty do pospolitego ruszenia należącej, aby i ona
zajrzała już przecie w oczy nieprzyjacielowi.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional