lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 108

Karol Schedding, Niemiec, wiódł następną brygadę Westgotlandzką, złożoną z dwóch pułków
piechoty i jednego ciężkiej rajtarii przybranej w pancerze bez naramienników; połowa
piechurów miała muszkiety, druga włócznie; przy początku bitwy muszkietnicy stawali w
czele, a w razie ataku jazdy cofali się za włóczników, którzy utkwiwszy jeden koniec
włóczni w ziemię, drugi nadstawiali przeciw pędzącym koniom. Pod Trzcianą, za czasów
Zygmunta III, jedna chorągiew husarii rozniosła na szablach i kopytach tęż samą
westgotlandzką brygadę, w której obecnie służyli przeważnie Niemcy.
Dwie brygady smalandzkie wiódł Irwin zwany Bezrękim, bo był prawicę w swoim czasie,
broniąc chorągwi, utracił - za to w lewej miał taką siłę, że jednym zamachem odcinał łeb
konia; był to żołnierz ponury, kochający tylko wojnę i rozlew krwi, surowy i dla siebie,
i dla żołnierzy. Gdy inni ?kapitanowie" wyrobili się w ustawicznej wojnie na ludzi
rzemiosła, wojnę
dla wojny kochających, on pozostał zawsze tym samym fanatykiem i mordował ludzi śpiewając
psalmy pobożne.
Brygada westmanlandzka szła pod Drakenborgiem, a helsingerska, złożona ze strzelców w
świecie sławnych, pod Gustawem Oxenstierną, krewnym sławnego kanclerza, młodym żołnierzem
wielkie rokującym nadzieje. Nad ostgotlandzką pułkownikował Fersen, a nerikską i
wermlandzką sprawował sam Wittenberg, który zarazem był naczelnym wodzem całej armii.
Siedmdziesiąt dwa dział wytłaczało bruzdy po wilgotnych łęgach, a wszystkich żołnierzy
było 17 tysięcy, groźnych łupieżników całych Niemiec, a w boju tak sprawnych, że
zwłaszcza z piechotą zaledwie królewskie francuskie gwardie mogły się porównać. Za
pułkami ciągnęły wozy i namioty, a pułki szły w szyku, w każdej chwili do boju gotowe.
Las włóczni sterczał nad masą głów, hełmów i kapeluszy, a między tym lasem płynęły ku
polskiej granicy wielkie chorągwie błękitne z białymi krzyżami w pośrodku.
Z każdym dniem zmniejszała się odległość dzieląca dwa wojska.
Na koniec, w dniu 21 lipca, w lesie pod wsią Heinrichsdorfem ujrzały zastępy szwedzkie po
raz pierwszy słup graniczny polski. Na ten widok całe wojsko uczyniło okrzyk ogromny,
zagrzmiały trąby, kotły i bębny i rozwinęły się wszystkie chorągwie. Wittenberg wyjechał
naprzód w asystencji świetnego sztabu, a wszystkie pułki przechodziły przed nim
prezentując broń, jazda z dobytymi rapierami, działa z zapalonymi lontami. Godzina była
południowa, pogoda przepyszna. Powietrze leśne pachniało żywicą.
Szara, zalana promieniami słońca droga, którą przechodziły szwedzkie chorągwie,
wybiegając z heinrichsdorfskiego lasu, gubiła się na widnokręgu. Gdy idące nią wojska
przeszły wreszcie las, wzrok ich odkrył krainę wesołą, uśmiechniętą, połyskującą
żółtawymi łanami zbóż wszelakich, miejscami usianą dąbrowami, miejscami zieloną od łąk.
Tu i owdzie z kęp drzew, za dąbrowami, hen! daleko podnosiły się dymy ku niebu; na
potrawach widniały pasące się trzody. Tam gdzie na łąkach przeświecała woda rozlana
szeroko, chodziły spokojnie bociany.
Jakaś cisza i słodycz rozlana była wszędzie po tej ziemi mlekiem i miodem płynącej. I
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional