lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 106

Szwedów i niech się jeno pokażą, pewnie się plecami do nich obróci!
Młodemu magnatowi krew biła do twarzy, ale udawał, że obelg nie słyszy, jeno konia bódł
ostrogami i tłumy rozpierał, by jak najprędzej znaleźć się poza obozem i swymi
prześladowcami, którzy w końcu, bez uwagi na ród i godność odjeżdżającego, poczęli rzucać
grudkami ziemi i krzyczeć:
- Masz grudkę, Grudziński! A ho! a huzia! hoc! hoc! szarak! kot!
Uczynił się taki tumult, że aż wojewoda poznański nadbiegł z kilku rotmistrzami uspokajać
i tłumaczyć, że starościc tylko na tydzień, dla bardzo pilnych spraw, wziął permisję.
Jednakże zły przykład podziałał - i tego samego dnia znalazło się kilkuset szlachty,
którzy nie chcieli być gorszymi od pana starościca, lubo wymykali się z mniejszą
asystencją i ciszej. Pan Stanisław Skrzetuski, rotmistrz kaliski, a stryjeczny słynnego
zbarażczyka Jana, włosy rwał na głowie, bo i jego łanowcy, idąc za przykładem
?towarzystwa", poczęli ?wyciekać" z obozu. Złożono znów radę wojenną, w której tłumy
szlacheckie koniecznie chciały wziąść udział. Nastała noc burzliwa, pełna krzyków,
swarów. Podejrzywano się wzajemnie o zamiar ucieczki. Okrzyki: ?Albo wszyscy, albo nikt"
- przelatywały z ust do ust.
Co chwila zrywały się wieści, że wojewodowie uchodzą - i powstawał taki rozruch, że
wojewodowie musieli się ukazywać po kilkakroć wzburzonym tłumom. Kilkanaście tysięcy
ludzi stało do świtania na koniach, wojewoda poznański zaś jeździł między nimi z odkrytą
głową, podobien do senatora rzymskiego, i powtarzał co chwila wielkie słowa:
- Mości panowie! z wami żyć i umierać!
Przyjmowano go w niektórych miejscach wiwatami, w innych brzmiały szyderskie okrzyki. On
zaś, ledwie uciszył tłumy, wracał na radę spracowany, zachrypły, upojony wielkością
własnych słów i przekonany, że tej nocy niepożyte ojczyźnie oddał usługi.
Ale na radzie mniejsze miał słowa na ustach, bo się za brodę i za chochoł targał z
rozpaczy powtarzając:
- Radźcie waszmościowie, jeśli umiecie... Ja umywam ręce od tego, co się stanie, bo z
takim żołnierzem niepodobna się bronić. -Jaśnie wielmożny wojewodo! - odpowiadał pan
Stanisław Skrzetuski. - Sam nieprzyjaciel powściągnie tę swawolę i te rozruchy. Niech
jeno armaty zagrają, niech przyjdzie do obrony, oblężenia, ta sama szlachta w sprawie
własnego gardła musi u wałów służyć, nie w obozie się warcholić. Tak już nieraz bywało !
- Z czym się bronić? Armat nie mamy, jeno nasze wiwatówki, dobre do pukania w czasie uczt.
- Pod Zbarażem Chmielnicki miał siedmdziesiąt dział, a książę Jeremi jeno kilkanaście
oktaw i granatników.
- Ale miał wojsko, nie pospolitaków; swoje chorągwie, w świecie sławne, nie ichmościów od
strzyży owiec. Z takich to on ichmościów żołnierzy uczynił.
- Posłać po pana Władysława Skoraszewskiego - rzekł pan Sędziwój Czarnkowski, kasztelan
poznański. - Uczynić go oboźnym. On ma mir u szlachty i w ryzie utrzymać ją potrafi.
- Posłać po Skoraszewskiego! Po co on ma w Drahimiu czy w Czaplinku siedzieć! - powtórzył
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional