lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 11

- nie, to szyję utnij! Myślałem sobie tedy na ów konterfekt poglądając: głaka, gadzina,
bo gładka, ale gładkich nie brak na świecie - mam czas! Ojciec nieboszczyk napędzał, żeby
to jechać, a ja zawsze jedno: Mam czas! żeniaczka nie przepadnie! panny na wojnę nie
chodzą i nie giną. Nie przeciwiłem się ze wszystkim woli ojcowskiej, Bóg mi świadek, ale
chciałem wpierw wojny zażyć, jakoż na własnej skórze praktykowałem. Teraz dopiero
poznaję, żem był głupi, bo mogłem i żeniaty na wojnę iść, a tu mnie delicje czekały.
Chwała Bogu, że całkiem mnie nie usiekli. Pozwól waćpanna rączki ucałować.
- Lepiej nie pozwolę.
- Tedy nie będę pytał. U nas w Orszańskiem mówią: ?Proś, a nie dają, to sam weź!"
Tu pan Andrzej przypił się do rączki panienki i całować ją począł, a panienka nie
wzbraniała zanadto, żeby nieżyczliwości nie okazać.
Wtem weszła panna Kulwiecówna i widząc, co się dzieje, podniosła oczy do góry. Nie zdała
jej się ta konfidencja, ale nie śmiała strofować, natomiast zaprosiła na wieczerzę.
Poszli tedy oboje, wziąwszy się pod ręce jakby rodzeństwo, do jadalnej izby, w której
stał stół nakryty, a na nim wszelkich potraw obficie, zwłaszcza wędlin wybornych, i
omszały gąsiorek wina moc dającego. Dobrze było ze sobą młodym, raźno i wesoło. Panna już
była po wieczerzy, więc tylko pan Kmicic zasiadł i jeść począł z tą samą żywością, z jaką
przedtem rozmawiał.
Oleńka spoglądała nań z boku, rada, że je i pije, potem zaś, gdy nasycił pierwszy głód,
zaczęła znów wypytywać:
- To waćpan nie spod Orszy jedziesz?
- Bo ja wiem skąd?!. . Dziś tu bywałem, jutro tam! Takem pod nieprzyjaciela podchodził
jako wilk pod owce i co tam można było urwać, tom urywał.
- A żeś się to waćpan ważył takiej potędze oponować, przed którą sam hetman wielki musiał
ustąpić?
- Źem się ważył? Jam na wszystko gotów, taka już we mnie natura!
- Mówił to i nieboszczyk dziaduś... Szczęście, żeś waćpan nie zginął.
- Ej! nakrywali mnie tam czapką i ręką jako ptaka w gnieździe, ale co nakryli, tom
uskoczył i gdzie indziej ukąsił. Naprzykrzyłem się tak, że jest cena na moją głowę...
Wyborny ten półgęsek!
- W imię Ojca i Syna! - zawołała z nieudanym przerażeniem Oleńka spoglądając jednocześnie
z uwielbieniem na tego młodziana, który razem mówił o cenie na swą głowę i o półgęsku.
- Chybaś miał waćpan potęgę wielką do obrony?
- Miałem dwieście swoich dragoników, bardzo przednich, ale mi się w miesiąc wykruszyli.
Potem z wolentarzami chodziłem, których zbierałem, gdziem mógł, nie przebredzając. Dobrzy
pachołkowie do bitwy, ale łotry nad łotrami ! Ci, co nie poginęli, prędzej później pójdą
wronom na frykasy...To rzekłszy pan Andrzej znów się rozśmiał, wychylił kielich wina i
dodał:
- Takich drapichrustów jeszcześ waćpanna w życiu nie widziała. Niech im kat świeci!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional